NOWE WCIELENIE „BIAŁEGO DROGBY”

Powiało chłodem…zimowego mercato…To była ostatnia okazja w sezonie 2011/2012, by tym „schłodzonym” okiem uzupełnić braki i pozbyć się zbędnego balastu. AC Milan „poszedł na Maxa”…

Dla Milanu kluczowym celem w zimowym oknie było zakontraktowanie nowego napastnika. Potrzeba realizacji tego celu stała się dość silna po tym jak na początku listopada zeszłego roku okazało się, że Antonio Cassano ma poważne problemy z sercem. Na pokładzie samolotu, którym drużyna wracała z meczu ligowego w Rzymie piłkarz miał kłopoty z widzeniem, mówieniem i poruszaniem się. W szpitalu wykryto u niego ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej, co oznaczało konieczność operacji. Mimo udanego zabiegu mówi się, że Cassano może wrócić do gry najwcześniej na Euro 2012. W obliczu ciągłych problemów ze zdrowiem Pato i nierównej dyspozycji Robinho, Allegri miał jasno określone „zakupowe priorytety” – dobrać Ibrahimoviciowi pewnego partnera na szpicę.

Jeszcze przed otwarciem okna transferowego najgłośniej spekulowano, że atak mediolańczyków wzmocni najprawdopodobniej Carlos Tevez. Losy tego transferu były prawie tak burzliwe jak relacja uczuciowa Scarlett i Clarke’a z „Przeminęło z wiatrem”. Efekt? Z mróźnym, styczniowym wiatrem przeminęła szansa Teveza na podpisanie kontraktu z Milanem. Szansą dla Argentyńczyka na uwolnienie się ze znienawidzonego Manchesteru City jest teraz przejście do rosyjskiego Anży Machaczkała. Okno transferowe w Rosji zamyka się dopiero z końcem lutego, dlatego właściciel Anży – Sulejman Kierimow może „pomyśleć o tym (transferze Teveza) jutro…”

Co nie udało się rossonerim z Tevezem, udało się z Lopezem, który z Catanii do Milanu został wypożyczony z opcją kupna w lecie. O jego przybyciu do Mediolanu także mówiono już od dłuższego czasu. Wspomnianą formę zatrudnienia Maxiego Lopeza (wypożyczenie z opcją kupna) osobiście uważam za optymalną, ponieważ po Argentyńczyku z włoskim paszportem nie do końca wiadomo jakiego poziomu można się spodziewać.

Grając dla rodzimego River Plate nie spełniał wszystkich pokładanych w nim nadziei. Jego sytuacja mocno się skomplikowała po ważnym dla River meczu przeciwko odwiecznemu rywalowi – Boca Juniors – w Copa Libertadores 2004. Lopez nie strzelił wtedy decydującej jedenastki w konkursie rzutów karnych, skutkiem czego do finału tamtych rozgrywek awansowała Boca. Mimo narastającej krytyki Maxiego w argentyńskim klubie, ku zdziwieniu wielu, w 2005 roku piłkarza za ponad 16 mln euro kupiła wielka Barcelona . I wtedy się zaczęło… Argentyńskie blogi zawrzały. No bo jak to tak? Być bezbarwnym i trafić w szeregi blaugrany?! Maxi stał się bardziej popularnym bohaterem dowcipów od Chucka Norrisa (Lopeza nazywano m.in. „białym Drogbą”). Dworowano sobie z niego przy każdej lepszej lub gorszej okazji…tudzież bez okazji. Gdy Maximiliano Lopez (jak można było przewidzieć) nie był wystawiany zbyt często do pierwszego składu przez ówczesnego trenera Barcy – Franka Rijkaarda – zaczęto od razu prześmiewczo spekulować, że Holender nie daje zawodnikowi szansy tylko dlatego, iż Argentyńczyk ma romans z jego żoną… Z katalońskiego klubu wypożyczyła go Mallorca, ale tam także nie zrobił furory. Odrodził się po transferze do FC Moskwa i wypożyczeniu do brazylijskiego Grêmio Porto Allegre. Jednak stabilną, równą formę osiągnął dopiero, gdy zawitał na Półwyspie Apenińskim. Czteroletni kontrakt z Lopezem podpisała Calcio Catania, za co Argentyńczyk odwdzięczył się m.in. taką bramką…http://www.youtube.com/watch?v=nTNeadrwlEo

Jak na razie, po 2 tygodniach od czasu wypożyczenia do Milanu, Lopez zagrał dwa „ogony” nie dając pola do zbyt daleko idących wniosków o jego aktualnej formie. Tym samym jest to najlepszy moment, by zadać sobie sakramentalne pytanie : Jakiego Maxa zobaczymy w zespole rossonerich? Jedno jest pewne, jak Lopezowi w Mediolanie powinie się noga, znów będzie „jazda na Maksa”…

Dodaj komentarz