(fot. https://www.barcelonaopenbancsabadell.com)
(fot. https://www.barcelonaopenbancsabadell.com)

NESTOR I MURRAY, CZYLI MITOLOGIZACJA TENISA

Co łączy łowy na dzika kalidońskiego i Dzień Świstaka z finałem debla na tegorocznym Australian Open?

Nestor był w mitologii greckiej najstarszym wodzem walczącym podczas bitwy trojańskiej. Brał udział w łowach na dzika kalidońskiego, licznych walkach przeciw centaurom, ale – co chwalebne – nie wziął udziału w kradzieży wołów Geriona… Jako starzec poszedł przeciw Troi, gdzie wsławił się jako dobry doradca, znany z ogromnego doświadczenia i wiedzy. Nestor przeżył 3 pokolenia ludzkie.

Natomiast Daniel Nestor wygrywa z trzema pokoleniami tenisistów. 43-latek urodzony w byłej Jugosławii, reprezentujący barwy Kanady i mieszkający na Bahamach jest jedynym w historii deblistą, który wygrał tysiąc meczów. Nestor wygrał do tej pory 88 turniejów z dziesięcioma różnymi partnerami, zdobył złoto olimpijskie w Sydney i wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe (z czego dwukrotnie Wimbledon, a Roland Garros czterokrotnie!).

Leworęczny deblista urodzony w Belgradzie w ostatni weekend doszedł do finału Australian Open wraz ze swoim aktualnym deblowym partnerem, Czechem Radkiem Stepankiem. Mimo porażki z młodymi wilkami – parą Jamie Murray/Bruno Soares, to właśnie Nestor pokazywał podczas meczu najbardziej efektowne zagrania deprymując rywali skutecznością, dzięki czemu strategia Brytyjczyka i Brazylijczyka była prosta – w miarę mozliwości grać na Stepanka. I mimo że Stepanek niezłym deblistą jest, wspomniana taktyka dała Murrayowi i Soaresowi upragniony tytuł.

Tych, którzy pewności nie mają spieszę powiadomić, że zbieżność nazwisk “Murray” nie jest tu przypadkowa. Jamie jest starszym bratem dużo bardziej znanego singlisty – Andy’ego Murraya. Niczym w mitologii starszy brat pokonał młodszego w walce o to, kto pierwszy z nich wygra w swojej specjalności tenisowej Australian Open. Co więcej, Jamie może jako pierwszy z braci być numerem 1 na świecie… Zważywszy na aktualnie bezbrzeżną dominację Djokovicia w męskim tenisie, w braterskiej batalii stawiam na Jamiego.

Notabene, czekanie na wyjście Andy’ego Murraya z cienia Djokovicia, może być procesem równie interesującym jak obserwacja słynnego amerykańsko-kanadyjskiego świszcza, który już jutro – spostrzegając lub nie swój cień – przepowie nam trwałość tegorocznej zimy… I tu wchodzi do gry trzeci Murray – Bill, z wiadomych, filmowych powodów, który piękną klamrą “zapętla” nam niniejszy felieton…

Dodaj komentarz