www.worldchampionshipofpingpong.ne

BAGGALEY PO RAZ TRZECI

Zamiast okładzin mają na rakietkach papier ścierny, który “odziera” piłeczkę tenisową z rotacji. Gdy ją uderzają, wokół słychać charakterystyczny… ping. Po raz ósmy najlepsi pingpongiści spotkali się na mistrzostwach świata.

Pierwsze, historyczne mistrzostwa globu w ping-pongu odbyły się w Las Vegas, ale później grano już tylko w Pałacu Aleksandry w Londynie i tak jest do dziś. Dosłownie kilka godzin temu właśnie tam poznaliśmy “nowego” mistrza.

Cudzysłów nie bez kozery użyty, bo Andrew Baggaley, który zdobył tytuł – wywalczył go po raz trzeci, ale po dwuletniej przerwie. Taki nowy-stary mistrz…

Dla Anglika ten piękny puchar podniesiony przed kilkoma godzinami będzie miał jednak specjalne miejsce na półce, ponieważ okoliczności jego triumfu były szczególne. Baggaley na wyboistej drodze po światowy prymat pokonał aż trzech byłych mistrzów świata – Rosjanina Maxima Shmyreva (zwycięzce trzech pierwszych edycji), Chińczyka Yana Weihao (2017) oraz dominatora sprzed roku, Wanga Shibo (również Chińczyka).

Z Wangiem Shibo zmierzył się w wielkim finale, do którego awansował po wygranej nad pierwszą w historii kobietą, która awansowała do pierwszej czwórki MŚ, notabene Chinką…

Sam finał trzymał w napięciu i udowadniał, że znaleźli się w nim najlepsi z najlepszych.

Żeby wygrać z Wangiem Shibo trzeba być skoncentrowanym w każdej wymianie i prezentować równy, wysoki poziom przez cały mecz. Chińczyk był jak zwykle jak ściana, ale Baggaley był w tym finale buldożerem. Mało psuł, ale przede wszystkim był w permanentnym ataku grając precyzyjnie i krótko do forehandu rywala oraz posyłając szybkie, mocne piłki do backhandu. W piątej odsłonie przy stanie 2:2 w setach “ściana” zaczęła się sypać. Shibo miał kryzys zarówno mentalny, jak i fizyczny i od tego momentu zwycięstwo Anglika było już tylko kwestią minut…

Dodaj komentarz