(fot. mat. prasowe AZS AWFiS Gdańsk)
(fot. mat. prasowe AZS AWFiS Gdańsk)

RAKIETOWO(C) nr 3 – Od Indian Wells, przez Birmingham, do Gliwic

Trzecie notowanie RAKIETOWOC-u złożone sprawiedliwie z tenisa ziemnego, badmintona i tenisa stołowego. Między innymi o tym, kto i gdzie wygrał po raz pierwszy. Ekspresowo i rakietowo.

NA TRZECIM STOPNIU PUDŁA…

Hubert Hurkacz rozpoczął ten sezon jako numer 86. Po znakomitym występie w Indian Wells jest już 54 na liście światowej. Taki awans był możliwy, bo impreza nie byle jaka – prestiżowy turniej rangi ATP World Tour Masters 1000. W Kalifornii polski tenisista odprawił z kwitkiem kolejno doświadczonego Donalda Younga oraz trzech tenisistów z top 30: Lucasa Pouille’a, Keia Nihsikoriego i Denisa Shapovalova. Szczególne wrażenie zrobiło zwycięstwo z 7. na świecie Japończykiem, tym bardziej że Hurkacz ograł go po raz drugi w ciągu dwóch tygodni… Hurkacz znalazł pogromcę dopiero w ćwierćfinale w osobie Rogera Federera. Co prawda legenda światowego tenisa kontrolowała przebieg spotkania z młodym Polakiem, ale Hubert pokazał w wielu zagraniach naprawdę duży potencjał. Z 20-krotnym mistrzem wielkiego szlema Hurkacz przegrał 4:6, 4:6, ale absolutnie nie może się tego spotkania wstydzić. Dobra forma Polaka w Indian Wells zasługuje na trzecie miejsce w tym podsumowaniu.

DRUGI OWOC NA PUDLE…

Na drugim zbiorowo kilku finalistów rozgrywanego w Birmingham badmintonowego All England. Kento Momota za to, że mimo chwili słabości w drugim secie finału z Axelsenem, w trzeciej partii był w stanie pokonać silnego rywala z Danii. I wcale nie pomniejsza tego osiągnięcia fakt, że Viktor Axelsen jest wyjątkowo wygodnym przeciwnikiem dla Japończyka, który ma z nim bilans 11:1 i wygrał dziesięć ich ostatnich pojedynków z rzędu. Dlaczego warto podkreślić zatem tą wygraną? Momota wygrał All England po raz pierwszy w karierze, a ten zdobyty tytuł jest niezwykle pożądany dla najlepszych badmintonistów na świecie.

Na brawa i równorzędne drugie miejsce zasługuje Chinka Chen Yufei, która pokonała faworytkę nr 1 do triumfu, dwukrotną zwyciężczynię All England z lat 2017 i 2018 – Tajkę Tai Tzu Ying. Yufei zrobiła to w swoim stylu, z kamienną twarzą i chirurgiczną precyzją.

Trzecie i ostatnie równorzędne drugie miejsce notowania, dla chińskich deblistek – Chen Qingchen i Jia Yifan.
Mecz z Japonkami Matsumoto i Nagaharą trwał 83 minuty i był wyjątkowo ciekawym widowiskiem, pełnym zwrotów akcji. Akcji na tyle dynamicznej, że podczas jednej z wymian doszło do niecodziennej sytuacji, gdy w naciągu Matsumoto utkwiła lotka… Ciekawie wyglądała też batalia jednej z Chinek z plastrem, który odklejał się z jej nogi, zwisał, przeszkadzał i dwa razy był poprawiany przez Azjatkę własnoręcznie i bez powodzenia. W końcu sędzia, zniecierpliwiony “plastrową niedoróbką” wezwał do działania specjalistów, którzy przytwierdzili na amen niesforny przedmiot. Chinki podczas meczu nie tylko miały problem z “pracami ręcznymi”, ale również z komunikacją przy klirach rywalek, przez co dość regularnie traciły punkty. Jednak mimo tych wszystkich problemów, to Chen Qingchen i Jia Yifan częściej przejmowały w tym starciu inicjatywę i grały agresywniej, co poskutkowało ich ostatecznym triumfem. Po zwycięskim spotkaniu, z namaszczeniem dziękowały sędziemu za jego pracę, charakterystycznym oburęcznym uściskiem dłoni.

ZŁOTY OWOC

Złoty owoc tego podsumowania dla Patryka Chojnowskiego. W pełni zasłużenie. Tenisista stołowy reprezentujący AZS AWFiS Gdańsk po raz pierwszy w swojej karierze zdobył tytuł mistrza Polski. Wydarzenie cenne nie tylko z punktu widzenia indywidualnego, ale również klubowego, ponieważ ostatni taki tytuł dla Gdańska wygrał w 1988 roku Andrzej Grubba… Smaku tej wiktorii dodaje również fakt, że Chojnowski przystąpił do zawodów z ostatnim 48. numerem startowym. Patryk rozważał także poważnie brak startu w gliwickich mistrzostwach z powodu bólu nogi. Ostatecznie jednak zadecydował o udziale i został 87. indywidualnym mistrzem kraju.

Dodaj komentarz