(fot. Bernama file photo)
(fot. Bernama file photo)

MALEZYJSKI ZRYW WIELKIEGO MISTRZA

“Czy to ptak? Czy to samolot? Nie!”… To Super Dan. Bez czerwonej peleryny i niebieskich rajtuz miał najwięcej mocy w badmintonowym Malaysia Open w Kuala Lumpur.

O dwukrotnym mistrzu olimpijskim i pięciokrotnym świata – Lin Danie można pisać wiele. Niewątpliwie zdominował prawie dekadę w historii badmintona, gdy w latach 2006-2013 zgarnął złote medale najważniejszych, światowych imprez. Przez cały ten czas Chińczyk toczył boje z wiecznie drugim, kolekcjonerem sreber Malezyjczykiem Lee Chongiem Weiem. Ich rywalizacją żył cały, badmintonowy świat. Jak wiadomo “nic nie może wiecznie trwać” i nazywany (zasłużenie) przez dziennikarzy i fanów Super Danem wielki mistrz, zaczął powoli od kilku lat odstawać od ścisłej światowej czołówki. Coraz rzadziej wygrywał turnieje. Zanim przyjechał na Malaysia Open 2019, jego ostatni triumf miał miejsce w maju zeszłego roku w Nowej Zelandii.

Jednak w Kuala Lumpur doszło do przebudzenia “chińskiego wulkanu”. Sklasyfikowany poza pierwsza dziesiątką 35-letni Lin Dan już w pierwszym swoim meczu stoczył trudną batalię ze świetnym i zawsze groźnym Tajem Chouem Tienem Chenem, którego pokonał po trzysetowych męczarniach. W półfinale i finale też było “trzysetowo”, ale i zwycięsko. Najpierw dwukrotny mistrz olimpijski pokonał pierwszego z rodaków Shi Yuqiego, a w wielkim finale uporał się z drugim krajanem, aktualnym mistrzem olimpijskim – Chenem Longiem, z którym obecnie ma bilans bezpośrednich pojedynków 9-4.

Kiedy zobaczymy kolejny taki zryw wielkiej legendy badmintona? Oby jak najszybciej, bo chyba każdy sympatyk tej dyscypliny ma sentyment do Lin Dana.

Dodaj komentarz