Han Ying była bohaterką rewanżowego meczu finałów Ligi Mistrzyń (fot. Krystyna Pączkowska/Newspix)
Han Ying była bohaterką rewanżowego meczu finałów Ligi Mistrzyń (fot. Krystyna Pączkowska/Newspix)

SIARKĄ W DOKTORA… CZYLI FINAŁ LIGI MISTRZYŃ

Historyczny wynik stał się faktem. Siarka Tarnobrzeg wygrała Ligę Mistrzyń po raz pierwszy w historii polskiego tenisa stołowego. Dramaturgii finałowego dwumeczu nie powstydziłby się w swoich filmowych dziełach Alfred Hitchcock.

 

I mecz finałowy – Tarnobrzeg

Zaczęło się zgodnie z planem trenera Nęcka i w pierwszej grze “jedynka” Siarki Gu Ruochen gładko i bez problemów ograła Li Jie. Jednak przed drugim spotkaniem wyczuwalne było w hali napięcie promieniujące z tarnobrzeskiego obozu. Powód? Przedmeczowe zapowiedzi Han Ying, że nie wyobraża sobie skutecznej gry przeciwko Ni Xia Lian, a to właśnie z reprezentantką Luksemburga miała się zmierzyć Niemka w meczu nr 2. Skutki tak defetystycznego nastawienia popularnej “Hani” były aż nadto widoczne w pierwszych dwóch partiach, które 55-latka wygrała totalnie dominując przy stole. Dwukrotna mistrzyni świata z lat 80. (w mikście i drużynie) słynąca z niewiarygodnie niewygodnego stylu gry dla przeciwniczek, słabszy moment miała dopiero w trzecim secie. Wtedy to Han Ying postawiła wszystko na jedną kartę, wiedząc że urwanie Luksemburce choćby jednej partii może być w ostatecznym rozrachunku istotne dla losów dwumeczu. Sztuka ta się udała i patrząc na to jak wyglądało to starcie, porażkę 1:3 trzeba było uznać w tym kontekście za nie najgorszy wynik. Z trzeciego meczu: Elizabeta Samara – Yu Fu najbardziej zapamiętamy sytuację z końca tego pięciosetowego spotkania, gdy brak zbieżności opinii sędziowskich po ataku zawodniczki Dr. Casla, rozsierdził do imentu tenisistkę Siarki. Jeszcze podając rękę sędziemu głównemu, po przegranym ostatecznie meczu, Samara miała kilka przykrych słów do powiedzenia arbitrowi. W czwartej potyczce świetnie dysponowana tego dnia Gu Ruochen pokazała, jak się powinno grać przeciwko Ni Xia Lian. Chinka oddała Luksemburce tylko jednego seta i wyrównała stan meczu na 2:2. W decydującym starciu w Tarnobrzegu spotkały się Li Qian i Li Jie, które w turniejach międzynarodowych grają ze sobą grę podwójną. Wiadomo było zatem, że mecz będzie długi, ultra defensywny i finalnie zadecyduje forma dnia lub niuanse taktyczne. Tak się w istocie stało. Dziesiątki cierpliwie przebijanych piłek z rotacją z bardzo rzadkimi atakami, zaowocowały decyzją sędziowską o “grze na czas”. “Mała”, która od pewnego czasu specjalizuje się w tej właśnie rozgrywce taktycznej, od momentu wprowadzenia “liczenia do trzynastu” kompletnie zdominowała rywalkę, ustalając wynik całego starcia Siarka – Dr. Casl na 3:2.

 

II mecz finałowy – Zagrzeb

Czarne chmury zebrały się nad Siarką, gdy okazało się, że do Zagrzebia nie pojedzie bohaterka pierwszego meczu – Gu Ruochen. Dodatkowo, tenisistki reprezentujące chorwacki klub zostały wzmocnione u siebie przez 11. w rankingu światowym Doo Hoi Kem. Łącząc ze sobą te dwie informacje i dodając do nich jeszcze niewielką zaliczką z meczu w Tarnobrzegu, niewielu było optymistów widzących Siarkę jako przyszłego triumfatora rozgrywek. Stało się jednak inaczej. Na pozycji “bohaterki meczu” nieobecna Gu Ruochen została zastąpiona przez Han Ying. Niemka chińskiego pochodzenia wygrała swoje dwa pojedynki (podobnie jak Gu w pierwszym starciu w Tarnobrzegu). Trzeci “meczowy punkt” dołożyła Elizabeta Samara, rewanżując się Yu Fu za pechową porażkę w pierwszym spotkaniu finałowego dwumeczu. Tym samym Siarka Tarnobrzeg została pierwszym polskim klubem tenisowym, który zdobył tak ważne trofeum. W całej klubowej historii polskiego sportu, do tej pory tylko piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce dokonali podobnej sztuki.

Dodaj komentarz