(fot. https://bwfsudirmancup.bwfbadminton.com)
(fot. https://bwfsudirmancup.bwfbadminton.com)

PUCHAR SUDIRMANA – EDYCJA 2019

80. centymetrowy, pozłacany 22. karatowym złotem, srebrny przedmiot badmintonowego pożądania…
W chińskim Nanningu walczono o Puchar Sudirmana.

 

Geneza nazwy rozgrywek

Puchar Sudirmana, czyli mistrzostwa świata drużyn mieszanych, zawdzięczają swoją nazwę Dickowi Sudirmanowi – zmarłemu w 86′ roku indonezyjskiego badmintoniście i założycielowi Indonezyjskiego Związku Badmintona.

 

Obrońcy tytułu

Tytułu w tych rozgrywkach bronili w 2019 roku reprezentanci Korei Południowej, którzy dwa lata temu w finale czempionatu rozgrywanego w Australii pokonali niespodziewanie etatowego wielkiego faworyta – drużynę Chin.

 

Szybkie rozbrojenie Koreańczyków

Dość wcześnie wiedzieliśmy, że nie dojdzie w tym roku do obrony tytułu. Już piątego dnia turnieju, jeszcze w fazie grupowej po porażce z silnym zespołem Tajlandii 1:3, Korea Południowa odpadła z turnieju. Stempel na tajskim zwycięstwie postawiła w czwartym spotkaniu Ratchanok Intanon, która w dwóch setach pokonał Koreankę Se Young An.

 

Najlepsza czwórka

Wspomniana Tajlandia awansowała do kolejnej fazy, gdy została już tzw. czwórka do brydża. Jednak los nie mógł przydzielić im gorszych kart, przydzielając im pojedynek z Chinami. Główny faworyt do tytułu nie musiał blefować i puścił swoich rywali w skarpetkach, wygrywając 3:0.

W drugim półfinale spotkały się drużyny Indonezji i Japonii. Duża siła rażenia w obu składach gwarantowała emocje. Od początku jednak wiadome było dla badmintonowych strategów, że bardziej wyrównaną ekipą dysponuje Japonia, dlatego Indonezja musiała wykorzystać swoje szanse i wygrać te spotkania, w których miała swoje gwiazdy. Plan powiódł się już w pierwszej grze, gdy najlepszy obecnie męski debel świata – Marcus Fernaldi Gideon i Kevin Sanjaya Sukamuljo wygrał ze światowymi wiceliderami – Sonodą i Kamurą. Indonezyjczycy nazywani przez swoich fanów pieszczotliwie “Minionkami” wygrali w dwóch setach. Jednak następne trzy mecze padły łupem Samurajów i to oni zameldowali się w finale.

 

Wielki finał

Po japońsko-chińskim finale wiele sobie obiecywano. Całkiem słusznie, bo oprócz oczywistej mocy obu kadr narodowych, przede wszystkim nie było w tej rywalizacji zdecydowanego faworyta. Chińczycy zaczęli od zdobycia punktu po potyczce w grze podwójnej mężczyzn. Drugi pojedynek, czyli singiel kobiet zapowiadał się szczególnie ciekawie, ponieważ notowana o dwie pozycje wyżej w rankingu Chen Yufei, miała stosunkowo słaby bilans spotkań z filigranową Japonką Akane Yamaguchi 5:9. Panie rozegrały ze sobą prawdziwie morderczą bitwę, trwającą aż 81. minut. Tyle trwają czasami, słynące z długich wymian mecze w grze podwójnej kobiet, ale rzadko kobiece single. Trzysetowy thriller wygrała Chinka, poprawiając swój bilans z Yamaguchi na 6:9, ale przede wszystkim dając fundamentalnie ważny, drugi punkt dla reprezentacji Chin. Przez to lider światowego rankingu w męskim singlu – Kento Momota, przystępował do meczu z wiceliderem listy Shi Yuqim z przysłowiowym nożem na gardle. To mógł być punkt zwrotny dla zespołu z Kraju Kwitnącej Wiśni, gdyby Momota doprowadził do stanu 1:2 w całej rywalizacji Japonia – Chiny. Tak się jednak nie stało, bo po 69. minutach batalii na bardzo wysokim poziomie zwycięzcą okazał się Shi Yuqi. Chiny po raz jedenasty w historii sięgnęły po Puchar Sudirmana.

 

Dodaj komentarz